wolno! Bowiem właściwe zagrożenie pojawia się wraz z tym:

Muzealność tej fotki nie tyle polega na leciwości samej fotografii co anachroniczności zjawiska jakie portretuje. Akt czytania, proces lektury zaktualizowany o bardzo konkretną przestrzeń w tym przestrzeń somatyczną samego czytelnika. Te dodatki są niezbędne w osiągnięciu czytelniczej ekstazy. Sam Barthes par excellence fenomenolog dziedziny rozkoszy literackiej buduje taką oto intuicję: Przyjemność tekstu to chwila, w której moje ciało rusza w ślad za własnymi myślami – bo moje ciało nie ma tych samych myśli, co ja. Moje ciało nie ma tych samych myśli, co ja… Cóż dopiero ciało Innego! Przy lekturze oko czytelnika wodzi za ruchem innego zupełnie jak... jak ktoś kto za kimś wodzi wzrokiem...to nic innego jak szaleństwo przecież. Szaleństwo skąd inąd nie rzadko eksploatowane w ramach szczególnie popularnych cytacji Eco(istycznych) np. Kto czyta książki ten żyje podwójnie. Konsekwencją powyższego może być : Kiedy wszystko, czym człowiek nie jest, dołącza do niego, wtedy wydaje się, że jest wreszcie sobą (Bellmer). Paradoksalna projekcja osoby Innego na czytelnika by ten mógł w końcu poczuć się sobą – to haracz niemal każdej lektury.Pytanie tylko gdzie tutaj miejsce na konfuzję? Otóż właśnie chyba nigdzie. W gruncie rzeczy to Inny i jego literacki głos,smród i zgiełk, uwikłany w swoje dramaty, neurozy, uniesienia, zahamowania, pożądliwości, jest zawsze bohaterem rozkoszy, jej rozgrywającym, dystrybutorem, wytwórcą, zakładnikiem, reżyserem, oprawcą…i gnojem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz